czwartek, 24 maja 2012

Deser rabarbarowy

Tęsknił ktoś?
No, to wracam. W nieco okrojonej, zarobionej i dietetycznej formie, ale zawsze. 
Dieta nie do końca odchudzająca a raczej eliminacyjna, polegająca na unikaniu produktów, które mogą zaszkodzić Leonardowi czyli bez jaj, mleka w jakiejkolwiek postaci oraz innych zakazanych rzeczy, gdy karmi się malucha.
Dziś zatem deser z rabarbaru. Przepis autorstwa mojej Mamy. Zresztą, ona po pół roku wymyślania dań dla wnusi-alergiczki, jest bankiem idealnych pomysłów na pyszności.


Składniki (na 4 porcje):
  • ok. 10 łodyg rabarbaru
  • 150-200g drobnego cukru (w zależności od kwaśności rabarbaru należy dosładzać do smaku)
  • 1 opakowanie cukru waniliowego albo 2 łyżki cukru domowej produkcji
  • 1,5 opakowania galaretki truskawkowej








Rabarbar myję, obieram, kroję na kawałki. Wszystkie składniki (prócz galaretki) wstawiam w rondlu, doprowadzam do wrzenia, zmniejszam ogień i gotuję, aż rabarbar kompletnie się rozpadnie. Sprawdzam, ile masy mi powstało. Powinno być około 750ml. W razie potrzeby - redukuję płyn poprzez dalsze gotowanie albo dolewam wody, jeśli masy jest za mało. Dodaję galaretkę i wszystko ponownie doprowadzam do wrzenia. Przelewam do salaterek i odstawiam do schłodzenia. Serwuję z lodami (dla mnie sorbetowe)

czwartek, 3 maja 2012

Bliny drożdżowe

Niech nam żyje Święto Trzeciego Maja! Z okazji wolnego poranka w gronie rodzinnym postanowiłam uraczyć męża mego jedynego plackami, które skutecznie Go zasłodzą.
Przepis jest szybki w wykonaniu szczególnie jeśli do dyspozycji ma się drożdże instant, gdy można zrezygnować z czasu potrzebnego na rośnięcie ciasta. Po 10 minutach stania w ciepłym miejscu ciasto urośnie na tyle, że można zacząć smażyć. Przepis pochodzi ze strony gotujmy.pl
Składniki na 12 sporych placków:
  • 3 szklanki mąki (u mnie 2 x mąka pełnoziarnista i 1x mąka pszenna do naleśników)
  • 3 jaja
  • 2 szklanki mleka
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 3 łyżki cukru
  • 25g suchych drożdży (małe opakowanie)

Mleko podgrzewam lekko w garnku. W tym czasie do miski wsypuję wszystkie sypkie składniki. Dodaję ciepłe mleko i dokładnie mieszam. Dodaję jajka, znów dokładnie mieszam, aż uzyskam gładką konsystencję (dobrze, jeśli pojawią się pęcherzyki powietrza) i całość odstawiam na 10 minut w ciepłe miejsce.
Dużą patelnię rozgrzewam z odrobiną oleju i smażę placki o grubości ok. 5mm i średnicy 10 cm. Smażę na średnim ogniu z obu stron. Podaję na słodko - z dżemem, konfiturami, jogurtem owocami albo słodką śmietaną. Ale najlepsze są w sezonie letnim z musem ze świeżych truskawek...

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Krem cantuccini z likierem kawowym

Moim życiem rządzą przypadki i o ile w życiu osobistym staram się z nimi walczyć wybierając drogę rozumu ponad wszystko, o tyle w kuchni pozwalam sobie na szaleństwo i magię. Tak było i tym razem. W Wielki Czwartek mąż wrócił z pracy z książką pod pachą o jakże idealnym tytule "Dla łasuchów". Skąd On wiedział, że jedyne, co mogę ostatnio jeść w dowolnych ilościach to mięso wołowe i słodkości? (swoją drogą, definitywnie hoduję w brzuchu faceta. Już mi innych dowodów nie trzeba. Przy córce wolałam warzywa i kwaśne soczki i teraz Ulcia przedkłada dobry obiad nad deser niczym jej matka).
W każdym razie, przystąpiłam do oglądania i mam! Strona 51 i olśnienie. TO zaserwuję gościom w Lany Poniedziałek! Ryzyko niepowodzenia wliczyłam w cenę. Nowa książka, nowy przepis, za to goście "starzy", więc może wybaczą, jeśli poniosę porażkę. 
Rzecz jasna, nie byłabym sobą, gdybym nie pozmieniała. Po pierwsze, jako miłośniczka miodu inaczej, niemal w całości z niego zrezygnowałam i zamiast sześciu łyżek dałam... jedną łyżeczkę. Brakującą słodycz zastąpiłam drobnym cukrem.
Po drugie, dodałam serek waniliowy homogenizowany dla zwiększenia objętości.
Po trzecie, zimą trudno o świeże maliny, więc użyłam mrożonych.
Polecam z czystym sercem. Całe dziewięć porcji zjedzone przez gości do dna!

Składniki (8-12 porcji - u mnie takich, jak na zdjęciu wyszło 9 pucharków):
  • 500g mascarpone
  • 400g chudego twarogu do deserów
  • 180g serka waniliowego homogenizowanego
  • 6 łyżek miodu (u mnie jedna łyżeczka, resztę zastąpiłam cukrem - 80g)
  • 200ml gęstej śmietany 18%
  • 1,5 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 200ml mocnej kawy najlepiej espresso
  • 50g cukru (do sporządzenia syropu)
  • 2 łyżki likieru czekoladowego
  • 20 ciasteczek cantuccini
  • maliny do dekoracji
Masa serowa.
Mascarpone, twaróg i serek ucieram na gładką masę z miodem, cukrem, śmietaną i cynamonem.

Syrop kawowy.
W garnku zagotowuję kawę z cukrem i  likierem. Następnie odparowuję nadmiar wody na małym ogniu tak długo, aż płyn nabierze konsystencji syropu. Studzę do uzyskania lepkiej i ciągnącej konsystencji.

Ciasteczka wkładam do torebki foliowej z mocnego plastiku i zgniatam tłuczkiem, aż będą pokruszone na małe kawałki. Nie chcę, by były miazgą, więc użycie blendera odpada!
Wysokie szklanki napełniam na zmianę warswami kremu, syropu i ciastek. Ostatnia warstwa to maliny. Mrożone wsypałam do rondelka, zalałam syropem malinowo-cytrynowym (taki, który wlewa się do herbaty albo robi z niego sok). Całość podgrzewałam 3 minuty na ogniu po czym rozłożyłam maliny do pucharków. Nie zdążyły się rozmrozić, więc się nie rozpadły, a chwilowa obróbka termiczna pomogła im dojść do stanu niemal jak nówki.

Pucharki wstawiłam do lodówki i zaserwowałam gościom 3 godziny później.

Tarta z kremem migdałowym i owocami

Święta, święta, święta więc pora ugościć rodzinę czymś wyjątkowym. Jak zawsze otworzyłam moją ulubioną książkę z tartami i plackami (widoczną na zdjęciu) i wybrałam kolejny z przepisów. W końcu obiecałam sobie, że kiedyś popełnię je wszystkie! 
Tym razem prezentuję tartę z kremem migdałowym, do którego dodałam nieco prażonych niesolonych orzeszków ziemnych. W oryginale orzeszków nie było, a z owoców były tylko świeże maliny. Jednak zimą trzeba być elastycznym i korzystać z dobrodziejstw... mrożonek.

Składniki (spód):

  • 300 g mąki pszennej
  • szczypta soli
  • 50 g cukru pudru
  • 200 g masła
  • 1 jajko
Składniki (krem):
  • 1/2 szklanki (100g) drobnego cukru
  • 1/3 kostki (90g) miękkiego masła
  • 1/3 szklanki (50g) mąki pszennej
  • szklanka (150g) mielonych/startych migdałów (u mnie wymieszane z orzechami ziemnymi w proporcji 5:1)
  • 2 duże jajka
  • 1/2 łyżeczki esencji waniliowej
  • szklanka mrożonych owoców
Najpierw spód. Do przesianej mąki dodaję sól i cukier puder. Następnie wrzucam zimne masło pokrojone na DROBNE kawałki i rozcieram palcami na małe grudki. Ważne, by używać samych opuszków i nie ogrzać masy za bardzo. Dodaję jajko, zagniatam delikatnie ciasto. Masa nie musi być gładka.
Owijam folią i wkładam do lodówki przynajmniej na godzinę. A jak się spieszę to na 15 minut do zamrażalnika.
Piekarnik nagrzewam do 200 stopni.
Schłodzone ciasto rozwałkowuję umieszczając je między dwoma kawałkami folii spożywczej. Nie przykleja się wtedy do wałka :) Wykładam ciastem okrągłą, nasmarowaną masłem, formę, nakłuwam ciasto widelcem. Ciasto wykładam papierem do pieczenia i przygniatam fasolą, żeby się nie podniosło. Można też wyłożyć je folią aluminiową i w połowie pieczenia ja zdjąć. Ciasto wkładam do piekarnika. Piekę w 200 stopniach przez 5 minut, po czym zmniejszam temperaturę do 190 stopni i piekę dalsze 10-15 minut. Czasem może wyjść dłużej. Istotne, by ciasto już było  blado upieczone.
Wyciągam do ostudzenia i biorę się za krem.
Nadzienie. Piekarnik nagrzewam do 180 stopni. Ucieram malakserem bądź ręcznie wszystkie składniki prócz owoców na gładką masę (no taka gładka to ona nie będzie, bo migdały są w maleńkich kawałkach, ale ważne, by składniki ładnie się połączyły). Przekładam łyżką krem na ostudzony spód, wierzch wyrównuję łyżką lub szpatułką. Na masie rozsypuję owoce i lekko je wciskam w krem. Formę wstawiam do piekarnika i piekę przez kolejne 50-60 minut. Masa powinna się ściąć, sok z owoców odparować, a brzegi ciasta być przyrumienione.
Ciasto studzę i posypuję cukrem pudrem.

sobota, 7 kwietnia 2012

Grzechu pełne naleśniki czekoladowe

Pełne grzechu, bo kto to widział tak sobie dogadzać w Wielką Sobotę? Na usprawiedliwienie dodam, że jest już późno i w zasadzie można uznać Święta za rozpoczęte. A że ostatnimi czasy za słodkie oddałabym wszystko, to nie mogłam się oprzeć.
Świetne ukojenie nerwów po gorączce przedświątecznych szaleństw zakupowych i porządkowych. A odrobina alkoholu dla smaku niezauważalnie rozluźnia tych, co go spożywają w tych przyjemnych okolicznościach...

Składniki na ok. 12 małych sztuk:

  • 0,5 litra mleka
  • 1 średnie jajko
  • mąka pszenna (tradycyjnie na oko, ale prawie szklanka to ilość wyjściowa)
  • szczypta soli
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżeczki cukru pudru
  • olej do smażenia
Dodatki:
  • serek homogenizowany o smaku waniliowym
  • nieco syropu klonowego
  • niewielka ilość likieru czekoladowego lub sosu czekoladowego do lodów
  • 2 banany
  • konfitura wiśniowa (dla miłośników owoców)

Rozbijam jajko, dodaję sól i ubijam na najwyższych obrotach miksera do uzyskania jasnej puszystej pianki. Stopniowo wlewam mleko wciąż ubijając. Dodaję cukier i kakao. Następnie mąka. Pół szklanki na start na pewno. Ubijam dalej i dosypuje, jeśli potrzeba. Ciasto musi być lejące i bardzo puszyste - niczym pełne maleńkich bąbelków powietrza. Najlepszy jest test łyżeczki - zanurz łyżeczkę i wyciągnij. Nadmiar ciasta musi swobodnie spłynąć tak, żeby łyżeczka była oblepiona jedynie cieniutką warstwą ale po całości.
Smażę na rumiano z obu stron na niewielkiej ilości oleju. Jeśli pierwszy naleśnik wyjdzie za gruby - dolewam mleka. Dziurki powinny pojawić się zaraz po wlaniu na patelnię.

Tyle teorii. Dziś nie zrobiłam naleśników z dziurkami, żeby nie obudzić córki. Wszystko zatem mieszałam ubijaczką, a to już nie to samo co mikser, niestety.


Gotowe naleśniki składam na pół. Do środka pakuję nieco konfitury wiśniowej lub innej kwaskowej, specjalnie dla mojego męża, który za wersją jedynie czekoladową nie przepada. To ten typ, co woli lody owocowe od orzechowych czy czekoladowych.
Na naleśniki wykładam kilka łyżek serka, obok plasterki banana (można też dać wszystko do środka zamiast konfitury). Likier i syrop klonowy mieszam wedle uznania i traktuję jako ożywiający sos do polania naleśników. W wersji dla dzieci i ciężarnych polecam sos czekoladowy do lodów. Może nie będzie tej mocy i ostrości smaku, ale procenty muszą czasem poczekać.

Nowa kuchnia - nowa szata

Czas zmian nadchodzi.
Nowa kuchnia po remoncie, nowa szata na blogu. Ogólnie idzie NOWE.

A "nowe" dziecko wyląduje 11 maja.

I znowu będę na diecie. Wtedy z przyjemnością pooglądam sobie cudze przepisy i wrzuce co ciekawsze do zakładek na tzw "potem".

a oto mały skrawek nowej malinowej kuchni :) To tu teraz będę szaleć. Zaczynam już jutro :)

sobota, 31 marca 2012

Egg boats czyli zapiekanki-łódeczki

Przepis z tej strony podesłał mi mąż i zażądał przygotowania czegoś takiego teraz, zaraz, natychmiast.
No.
To dwa miesiące później w końcu zrobiłam. Nie że jestem złą żoną, ale chciałam to danie wypróbować w większej ilości niż dla naszej dwójki. Wg autora dobrze smakują również na zimno, ale ja je wolę w świeżej, chrupiącej wersji.

Składniki:
  • 5 półbagietek pszennych
  • 4 jajka
  • 1/3 szklanki śmietany
  • 1 łyżka masła
  • 100g boczku wedzonego
  • 100g wędliny a'la szynka
  • 200g pieczarek
  • 2/3 paczki sera feta
  • 2 łyżki siekanej natki pietruszki
  • 1 mała cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
Bagietki nacinam wzdłuż w kształcie litery "v". robię to tak, by nie uszkodzić dna. Wyciągam ze środka nadmiar miąższu czyli wydrążam, ale tez delikatnie tak, aby nie zrobić bagietki zbyt cienką.
Boczek kroję nożyczkami na małe kawałki. Podsmażam. Dodaję masło, posiekaną cebulę oraz posiekane pieczarki. Całość dusze do miękkości. Dorzucam pokrojoną w kostkę wędlinę i zmiażdżony czosnek.
Piekarnik nagrzewam do temperatury 180 stopni.
Jajka roztrzepuję ze śmietaną. Doprawiam natką, solą i pieprzem. Ostrożnie z solą, bo dojdzie słona feta!
Ser feta kroję w kostkę.
Masę jajeczną mieszam z pieczarkami i taką miksturę przekładam do wydrążonych łódek z bagietki. Na to wykładam kostki sera.
Bagietki układam na blasze przykrytej papierem do pieczenia i całość wstawiam do piekarnika na 20-25 minut, aż brzegi bagietki ładnie się przyrumienią.
Studzę kilka minut, kroję na mniejsze kawałki i podaję :) Można dodatkowo podać z ketchupem albo majonezem - jak kto lubi zapiekanki.

środa, 14 marca 2012

Zapiekanka mięsno-szpinakowa

Jako że mam anemię i brak sił witalnych postanowiłam wspomóc organizm żelazem. Tak powstała zapiekanka, która dla dobra mojej linii (którą kiedyś znów będę posiadać;P ) została pozbawiona tuczącego dodatku w postaci sosu beszamelowego. Dodatkowo użyłam makaronu pełnoziarnistego. Całość polecam popijać czymś kwaśnym i w żadnym razie herbatą, kawą czy mlekiem. Tylko witamina C pomaga przyswoić całe to żelastwo ;)
Zdjęcia nie ma, bo aparatu wciąż brak, a do tego aura za oknem pozbawia mnie możliwości zrobienia czegokolwiek widocznego. Za to wkleję zdjęcie Leosia. Tego, co mi całą energię wyssał. Niech mu bedzie na zdrowie ;)
  • Opakowanie makaronu np.rigatoni
  • 600g mięsa mielonego (najlepsze wieprzowo-wołowe)
  • 2 duże cebule
  • 3 duże ząbki czosnku
  • 500ml passaty z pomidorów
  • pół małego słoiczka koncentratu pomidorowego
  • Opakowanie mrożonego szpinaku
  • 2 łyżki śmietany
  • olej
  • sól, pieprz
  • suszona bazylia, suszone oregano
  • papryka słodka
  • papryka ostra
  • ser żółty do posypania wierzchu zapiekanki
  • listki świeżej bazylii do dekoracji
  • nieco tartego parmezanu do dekoracji
 Cebule obieram, drobno kroję i  podsmażam dwie równe porcje na dwóch osobnych patelniach na oliwie lub oleju. Dorzucam do jednej mięso i smażę, aż mięso się nieco przyrumieni. Do drugiej dokładam szpinak i smażę, aż będzie rozmrożony. Czosnek obieram i siekam. Połowę dodaję do mięsa, druga połowę do szpinaku. Do szpinaku dodaję dwie łyżki śmietany i całość mieszam. Doprawiam solą i pieprzem.
Zalewam patelnię z mięsem pomidorami, dodaję koncentrat, mieszam, dorzucam przyprawy i zioła do smaku. Ostrożnie z ostrą papryką!
 W osobnym garnku gotuję makaron krócej niż prosi producent, czyli tak że makaron nie jest twardy, ale nie jest ugotowany. Odcedzam.
Piekarnik nagrzewam do temperatury 180 stopni.
W naczyniu żaroodpornym najpierw wylewam nieco sosu z mięsa. Na to wykładam 1/3 makaronu. Na to połowę mięsa i znowu 1/3 makaronu. Na to masa szpinakowa i reszta makaronu. Na wierzch reszta mięsa i  ser.
Naczynie przykrywam i wstawiam do piekarnika na 20 minut. Ważne, żeby cały makaron był zanurzony i schowany, bo inaczej ten z wierzchu się nie dogotuje.

poniedziałek, 12 marca 2012

Zupa niczym z bagna wzięta czyli krem warzywny

Zacznijmy od tego, że własnie spełniają się moje marzenia o prawdziwej malinowej kuchni. Rano weszli majstrowie i już ani odrobinka nie pozostała po znienawidzonych morskich płytkach. A my z Ulą znów "na wygnaniu" w gościnie u Mamy, bez aparatu (skleroza nie boli) i jakoś musimy sobie radzić. Na dziś, jutro i pojutrze zatem zupa treściwa, smaczna i idealna na wiosnę, gdy brak witamin daje się we znaki. Mnie dopada przeziębienie... Dlatego polecam potworzastą zupę bagienną!
Kolor tej zupy pozostawia wiele do życzenia. Niestety, po zmiksowaniu wszystkich składników otrzymujemy piękne... bagno właśnie. Za to ten smak! W każdej łyżce czujesz pełnię bukietu warzyw - marchewki, pora, cebuli, czosnku i brokuła. Dodatek tymianku i gałki muszkatołowej daje przyjemny ziołowo-korzenny posmak. Najlepsza z domowymi grzankami czosnkowymi. A już kompletną rozpustą jest serwowanie jej z grzankami i tartym ostrym serem. Jednak dziś, ze względu na brak sił i czasu z gotowym groszkiem ptysiowym.

Składniki:
  • 2-3 litry bulionu (wedle upodobań co do gęstości zupy)
  • 3 średnie marchewki
  • 3 małe pietruszki
  • pół niewielkiego selera
  • 1 duży por
  • 2 małe brokuły albo 1 większy
  • 1 duża cebula
  • 2 listki laurowe
  • 2 łyżki mąki
  • kilka ziaren pieprzu i ziela angielskiego
  • nieco startej gałki muszkatołowej
  • szczypta tymianku
  • sól, pieprz, vegeta
  • 2 łyżki śmietany (opcjonalnie)
Na grzanki potrzeba:
  • kilka kromek pieczywa tostowego
  • 2 łyżki masła
  • czosnek granulowany
Podgrzewam bulion, dodaję pieprz, ziele angielskie i liście laurowe.
Wszystkie warzywa obieram i myję. Marchewkę i pietruszkę wrzucam do garnka z bulionem i gotuję na średnim ogniu. Cebulę i por siekam, podsmażam na patelni na maśle z odrobiną oleju albo oliwy. Gdy się nieco zrumienią, dodaję mąkę i całość smażę mieszając jeszcze ok. 5 minut. Przekładam zawartość patelni do garnka z zupą. Wszystko dalej gotuję.
Gdy marchewka będzie już dość miękka, dokładam brokuły i gotuję wszystko do miękkości.
Zupę zdejmuję z ognia, nieco studzę. Miksuję blenderem na najwyższych obrotach na gładko. Zaprawiam śmietaną (opcjonalnie). Przyprawiam solą, pieprzem, vegetą, tymiankiem i gałką. Jeśli zupa jest za gęsta - dolewam wody.

Teraz grzanki.
Pieczywo tostowe kroję w małą kostkę. Na rozgrzanej patelni rozpuszczam masło, do którego wrzucam chleb i całość energicznie mieszam, by grzanki równomiernie wchłonęły tłuszcz. Posypuję czosnkiem i smażę na brązowo ciągle mieszając.

niedziela, 4 marca 2012

Polędwica wieprzowa z pieczarkami na ostro

Od kiedy mam super brytfannę, szaleję z mięsami. A polędwiczki wieprzowe są wdzięcznym przedmiotem badań, gdyż naprawdę trudno je popsuć. No to się uczę. Miały być z sosem musztardowym, ale mąż wyjadł całą, a wyprawa do sklepu kompletnie nie wchodziła w grę w sobotni wieczór. I tak oto powstało coś, czym dziś z przyjemnością się delektuję. Aż sama jestem z siebie dumna, że tak prawie z niczego coś tak dobrego ;)

Składniki:
  • 2 polędwiczki wieprzowe
  • 250g pieczarek
  • 1 spora garść mrożonej żurawiny
  • pół kieliszka czerwonego wytrawnego wina
  • nieco suszonej papryki piri piri (im więcej tym goręcej)
  • 1 łyżka płatków suszonej czerwonej papryki
  • 1 spora cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżka mąki
  • 1 łyżka śmietany 18%
  •  sól, pieprz
Mięso myję i wycieram. Kroję na plastry grubości  ok. 1,2 cm, z których każdy spłaszczam nieco dłonią. Cebulę obieram, drobno kroję. To samo z czosnkiem.
Mięso wrzucam na rozgrzany olej na patelnię teflonową i smażę na złoto z obu stron. Dodaję cebulę i czosnek. Gdy cebula się zeszkli, wlewam wino, zmniejszam płomień i całość duszę, aż wino odparuje.
Pieczarki obieram i kroję w półtalarki.
Mięso przekładam do brytfanny. Dorzucam pieczarki, całość solę i duszę, aż pieczarki oddadzą sok. Zalewam nieco wodą. Przyprawiam papryką słodką, ostrą i pieprzem, dokładam mrożoną żurawinę. Przykrywam. Duszę mięso do miękkości co jakiś czas podlewając odrobiną wody.
Gdy mięso będzie już miękkie, zdejmuję brytfannę z ognia, dodaję zahartowaną śmietanę zmieszaną z wodą i mąką tak, aby zagęścić sos. Ponownie stawiam na niewielkim ogniu i duszę jeszcze 10 minut. Ostatecznie przyprawiam do smaku.

Kluski żelazne

Dzisiejszy obiad jest moim ideałem. Choć mieszkam tu od urodzenia, kluski żelazne, typowo łódzka potrawa, nigdy nie gościła dotąd na moim stole, ale od czego ma się znajomych :) Znów posiłkując się wiedzą koleżanek sięgnęłam po polecany przepis. Dzięki, Risoniu, za inspirację!
Kolor klusek sprawia, że zwane są również szarymi. Szkoda, że nie zawierają żelaza, jak nazwa głosi, bo mogłabym jako ciężarówka bezkarnie pochłaniać je garnkami :)

Składniki na 3 porcje (po 7 klusek dla każdego):
  • 800g starych ziemniaków
  • 1 duże jajko
  • ok. szklanki mąki pszennej (plus na dosypanie)
  • nieco pieprzu
Ziemniaki można zetrzeć na tarce i potem odcisnąć przez ściereczkę. Ja poszłam na łatwiznę i wrzuciłam obrane i poćwiartowane kawałki do  sokowirówki. Sok, który powstał dzięki tarciu należy odstawić, aby skrobia opadła na dno miski. gdy już tak się stanie, odlewam cały płyn a to, co zostanie na dnie (gruba skorupa białej mąki ziemniaczanej) przekładam do wiórów.
Wióry ziemniaczane przekładam do miski. dodaję wcześniej wspomnianą skrobię z dna i wszystko mieszam. Dodaję jajko i pieprz oraz połowę mąki. Mieszam dokładnie sprawdzając konsystencję ciasta i dosypując stopniowo mąkę. Ciasto musi być dość zwarte. Gęściejsze od ciasta na placki, ale dość rzadkie, by nie dało się go formować w dłoni.
W dużym garnku gotuję wodę z solą.
Biorę do ręki dwie łyżki. Jedną z nich maczam we wrzątku i nią nabieram porcję ciasta. Drugą łyżką pomagam sobie przy obracaniu ciasta tak, by uformować z niego kluskę. Tak sformowaną wkładam do gotującej się wody. Ciasto jest dobre, jeśli kluska się nie rozpada tylko spokojnie wypływa na wierzch.
Jeśli się rozpadnie, to znak, że należy dodać jeszcze nieco mąki.
Tak sprawdzone ciasto znaną już metodą łyżkową przerabiam na kluski, które gotuję od wypłynięcia przez około 5-7 minut.
Wyławiam je łyżką cedzakową wprost na talerze.
Podaję z dobrym mięsem pieczeniowym z dużą ilością sosu albo ze skwarkami. Ogórek kiszony mile widziany :)

piątek, 2 marca 2012

Makaron z łososiem i koperkiem w sosie śmietanowym

Nie wiem, naprawdę jak to się stało, że nie umieściłam na blogu mojego ulubionego makaronu z łososiem. Strata tym większa, że jest to danie szybkie jak błyskawica, które zaczynam od wstawienia wody na makaron i zanim ugotuję go al dente, sos już czeka gotowy. Polecam wszystkim zapracowanym. Szczególnie w czas wiosenno-postny.

Składniki na 4 porcje:
  • paczka makaronu tylu wstążki
  • 300g wędzonego łososia
  • 1 spora cebula
  • pęczek koperku
  • 2 łyżki śmietany 18%
  • 1 łyżka mąki
  • pieprz

Wstawiam gar osolonej wody na makaron. Gotuję wg przepisu na opakowaniu.
Cebulę obieram, kroję w kostkę. Łososia kroję na mniejsze kawałki, ale nie przykładam się za bardzo, bo i tak rozpadnie się podczas smażenia.
Podsmażam cebulę na odrobinie oleju, aż się delikatnie przyrumieni. Dodaję do niej łososia i całość smażę jeszcze ok. 2-3 minut. Zmniejszam ogień pod patelnią. Robię na niej nieco miejsca, gdzie wlewam dwie łyżki śmietany. Póki co, nie mieszam składników! Śmietanę podsmażam ok 3 minut i dopiero wszystko łączę. Tak samo postępuję z mąką. Po wymieszaniu wlewam do sosu pół szklanki wody z gotowania makaronu (kradnę z garnka ;) ). W miarę potrzeby jeszcze dolewam, aż uzyskam pożądaną konsystencję.
Koperek myję i siekam. Dodaję do sosu na samym końcu. Doprawiam całość pieprzem.
Makaron odcedzam odlewając uprzednio nieco wody z garnka do filiżanki. Łączę go z sosem i jeśli całość jest za gęsta, wlewam wodę z gotowania.

Gotowe :)

środa, 29 lutego 2012

Kluski leniwe

Niektórzy głośno domagali się czegoś nowego, bo cebulowa ich zaczęła straszyć, no to voila! Kluchy leniwe raz!
Kluski kocham wszelkie, ale leniwe to smak dzieciństwa. Musi być tylko dużo cynamonu i cukru. A smaczne są nawet odsmażane na maśle następnego dnia :)

Składniki na 75 klusek (liczyłam!):
  • 3 jajka średniej wielkości
  • 500-600g twarogu półtłustego lub tłustego
  • łyżeczka cukru
  • szczypta soli
  • 150g mąki pszennej na start 
  • masło, cynamon i cukier do podania
Oddzielam białka od żółtek. Ser mielę w maszynce na gładką masę albo bardzo dobrze rozgniatam. Do sera dodaję żółtka, cukier i mąkę i całość dobrze mieszam. Dosypuję mąki, jeśli ciasto jest za rzadkie. Musi zacząć odchodzić od miski przy urabianiu. Białka ubijam na sztywno z solą. Dodaję do masy i bardzo delikatnie łączę składniki. Jeśli to konieczne daję jeszcze mąki. Ciasto przekładam na stolnice obsypaną mąką i ugniatam, aż ciasto będzie na tyle zwarte, by uformować z niego wałeczki. Nie może być jednak za twarde - tu niestety potrzeba doświadczenia i na entym razem wyjdą idealne. Niestety, dokładna ilość mąki potrzebna do zrobienia klusek perfekcyjnych jest niemożliwa do podania, gdyż wszystko zależy od wilgotności i ilości sera oraz wielkości jaj. A nawet od wilgotności powietrza i mąki. No tak to już jest w gotowaniu :)
Wracając do klusek - ciasto dzielę na 4 części, z których każdą wałkuję rękami formując wałeczki o szerokości ok. 2 cm. Każdy wałeczek lekko spłaszczam dłonią i kroję pod skosem na kluski szerokości ok 1-1,5 cm każda. Jak kto lubi.
W dużym garnku gotuję sporo wody. Solę. Dodaję porcjami kluski, żeby się nie posklejały. Delikatnie mieszam, żeby nie przywarły do dna. Zmniejszam ogień pod garnkiem i czekam, aż kluski wypłyną. Od tego momentu gotuję je jeszcze ok. 5 minut i wyciągam łyżką cedzakową.
Podaję z klarowanym masłem, cynamonem i cukrem.

piątek, 17 lutego 2012

Zupa cebulowa

Jak już pisałam, kobiety dzielą się problemami życiowymi, doświadczeniami i.. przepisami. Ten dostałam od Justinyy, która często komentuje przepisy na tym blogu. Dzięki, Justynko! Dzięki Tobie zjadłam dziś bardzo dobrą i rozgrzewającą kolację :) Zupa jest nieco ciężka dla żołądka, bo tak już jest z cebulą, ale cudownie sycąca i słodka. Warta grzechu, jednym słowem. Polecam!

Składniki:
  • 2 litry bulionu domowego albo z kostki
  • 3 marchewki, 2 pietruszki, pół selera - jeśli rosół jest z kostki
  • 3 duże cebule
  • suszona natka pietruszki
  • pół kieliszka białego wytrawnego wina
  • 2 łyżki mąki
  • kromki chleba tostowego
  • ostry ser żółty
  • sól, pieprz
 Bulion gotuję. Jeśli jest z kostki, to gotuję go z obranymi warzywami, na średnim ogniu. Wyciągam, gdy warzywa będą już kompletnie miękkie.
Cebule obieram, kroję w półtalarki. Podsmażam na maśle, aż się zrumieni. Dodaję mąkę i całość jeszcze chwilę smażę. Wlewam wino i czekam, aż niemal całkowicie odparuje. Wtedy zalewam szklanką bulionu i gotuję na małym ogniu około 10 minut mieszając od czasu do czasu. Przekładam całość do garnka z bulionem i gotuję jeszcze 15 minut. Przyprawiam pietruszką, solą i pieprzem do smaku. Zdejmuję z ognia, miksuję blenderem na niemal gładką zupę-krem.

Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Pieczywo tostowe posypuję tartym serem albo pokrywam cienkimi plastrami sera żółtego i wstawiam je do mikrofali na minutę lub do piekarnika na 10 minut. W tym czasie nalewam zupę do miseczek. Każdą porcję przykrywam grzanką i wstawiam zupę do piekarnika na 15 minut. Ser powinien pięknie się rozpuścić i nieco spulchnieć, a chleb będzie nasączony zupą w środku, ale chrupiacy na krawędziach.
Gotowe!
Smacznego :)

czwartek, 16 lutego 2012

Pączki waniliowe z serka

Wiadomo, że tam gdzie dużo kobiet, dużo gadania. Ale wbrew zdaniu mężczyzn, to wcale nie oznacza próżnych plot o niczym. Wręcz przeciwnie! Właśnie dzięki takim oto "babskim plotom" poznałam świetny przepis na pączki, które robi się błyskawicznie. Idealne rozwiązanie dla mam, które maja dokładnie tyle czasu, ile trwa drzemka ich małego dziecka. Dzięki, Malwinko! 
Tłustoczwartkowo zapraszam na pyszności! Smacznego :) Proszę częstować wirtualnie i świętować również pierwsze urodziny naszej córeczki :) 


 I pomyśleć, że rok temu o tej porze zupełnie inne sprawy mnie zajmowały... Np rozwiązywanie sudoku między skurczami;) 

 Składniki na ok 20 średnich pączków:
  •  300g serka homogenizowanego o smaku waniliowym (u mnie było duże Danio 400g, z którego część wyjadłam ;) )
  • 3 średnie jajka
  • 2 czubate łyżeczki cukru waniliowego
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1,5 szklanki mąki pszennej
  • olej do smażenia
Wszystkie składniki na ciasto mieszam blenderem aż znikną grudki. W niewielkim rondlu podlewam olej - około 1,5cm wysokości naczynia. Wrzucam niewielką ilość ciasta, by sprawdzić, czy dość się rozgrzał. Jesli ciasto szybko puchnie i skwierczy to znak, że jest ok. Zmniejszam nieco ogień i zaczynam nakładanie łyżką ciasta. Olej nie może być zbyt mocny, bo pączki się nie dosmażą, ale z drugiej strony za słaby grozi wchłonięciem mega ilości oleju.  Niestety, cały proces wymaga prób i obserwacji. Mnie się niektóre za mocno spiekły, ale i tak są pyszne! Polecam posypane cukrem pudrem.

piątek, 10 lutego 2012

Naleśniki ze szpinakiem

Naleśniki z dziurkami to jest coś! I to są takie normalne dziurki żadne wykrawane ;) Dzięki specjalnemu przygotowaniu ciasto jest bardzo lekkie, wręcz rozpływające się w ustach. Tak puszyste, że ciężko je rozlać po patelni. Za to wystarczająco wspaniałe, żeby zaskoczyć i... ukraść serce. To w końcu nimi skusiłam ostatecznie mojego obecnego męża ;) Zjadł i przepadł :)
Tym razem serwowane z nadzieniem szpinakowo-serowym specjalnie dla gości w ciąży i tych zapracowanych.

Naleśniki z dziurkami
Składniki na ok. 12 dużych sztuk:
  • 1 litr mleka
  • 2 średnie jajka
  • mąka pszenna (niestety stylem mojej teściowej - "na oko")
  • pół łyżeczki soli
  • olej do smażenia
Rozbijam jajka, dodaję sól i ubijam na najwyższych obrotach miksera do uzyskania jasnej puszystej pianki. Stopniowo wlewam mleko wciąż ubijając. Teraz mąka. Szklanka na start na pewno. Ubijam dalej i dosypuje, jeśli potrzeba. Ciasto musi być lejące i bardzo puszyste - niczym pełne maleńkich bąbelków powietrza. Najlepszy jest test łyżeczki - zanurz łyżeczkę i wyciągnij. Nadmiar ciasta musi swobodnie spłynąć tak, żeby łyżeczka była oblepiona jedynie cieniutką warstwą ale po całości.
Smażę na rumiano z obu stron na niewielkiej ilości oleju. Jeśli pierwszy naleśnik wyjdzie za gruby - dolewam mleka. Dziurki powinny pojawić się zaraz po wlaniu na patelnię.

Farsz szpinakowo - serowy
Składniki na ok. 15 sztuk naleśników:
  • 900g mrożonego szpinaku (u mnie 2 opak. Hortexu)
  • 1 opakowanie sera feta Mlekovity
  • trójkąt sera pleśniowego Lazur
  • 2 małe kulki mozarelli
  • 3 małe cebule
  • 3 spore ząbki czosnku
  • sól, pieprz, płaska łyżeczka vegety
  • masło do smażenia
 Farsz najlepiej przygotować dzień wcześniej.
Cebulę i czosnek obieram i drobno siekam. Podsmażam na patelni aż się zeszklą. Dodaję szpinak i zalewam odrobiną wody. Duszę, aż szpinak odparuje nadmiar wody. Dodaję sery i gotuję dalej aż się rozpuszczą, a całość ładnie połączy. Przyprawiam do smaku. Smak musi być wyraźny, bo naleśniki będą łagodne.
Odstawić całość do kompletnego wystudzenia, żeby masa nieco się zestaliła.
Nakładać masę na naleśniki równomiernie rozsmarowując. Składać dowolnie - u mnie jak krokiety. Wyłożyć do naczynia żaroodpornego ciasno jeden przy drugim i zapiekać bez przykrycia ok. 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni.


Tortille cezara czyli sałatka inaczej

To że uwielbiam sałatkę cezara już wiadomo, dlatego gdy tylko zobaczyłam zdjęcie z tą formą podania tejże potrawy nie było innej możliwości, jak przygotować ją przy najbliższej okazji. Dziś odwiedziły mnie koleżanki na szybkie babskie ploty, więc raz dwa trzy i gotowe! Smak znajomy, ale te kolory! Osobiście polecam sos Kotanyi w proszku do wymieszania z jogurtem, choć ten Roleskiego jest na pewno szybszy w obsłudze ;)

Składniki na talerz ze zdjęcia (ok. 15-18 sztuk):
  • 3 dobrej jakości tortille pszenne
  • sos do sałatki cezara
  • 3 duże garści sałaty rukoli oraz lollo rosa
  • pół sporej piersi z kurczaka
  • 3 plastry boczku
  • przyprawa do drobiu, przyprawa do sałatek czy co tak kto lubi
  • sól, pieprz, papryka słodka
  • tarty parmezan
Mięso myję, suszę, kroję w niewielką kostkę, smażę na oliwie lub oleju przyprawiając solą, pieprzem, papryką i vegetą (lub mieszanką ziół do sałatek - jak kto lubi), duszę ok. 10-15 minut podlewając nieco wodą od czasu do czasu, by się nie przypaliło. Boczek tnę nożyczkami na małe kawałki, podsmażam na rumiano na patelni. Nieco studzę.
Sałatę myję, odsączam i suszę.
Każdą tortillę smaruję sosem, ale nie tak, żeby ociekały, bo smak jest bardzo intensywny (!!). Na to wykładam po garści sałaty. Po środku układam pas z mięsa i boczku. Na wierzchu posypuję parmezanem. Tortille ciasno zawijam w rulony i przekłuwam wykałaczkami w odstępach ok. 2 cm.
Tnę na kawałki miedzy wykałaczkami uważając, by nie uszkodzić tortilli. Dlatego konieczny jest naprawdę ostry nóż.
Każdy kawałek układam na talerzu.

Bananowe muffinki z konfiturą

Dziś zakończyłam feryjny kurs angielskiego, na którym miałam przyjemność uczyć podstaw tego języka trzy wspaniałe dziewczyny. Zżyłyśmy się bardzo, więc wiedziałam, że to będzie wyjątkowy dzień. Aby uczcić fantastycznie napisany egzamin oraz uhonorować ich wysiłek (120h lekcyjnych w 3 tygodnie robi wrażenie!), przygotowałam przepyszne muffinki z bananami i konfiturą morelową. Przepis pochodzi ze strony Moje Wypieki, gdzie z kolei napisano, iż zaczerpnięto go od Nigelli. Nieważne pochodzenie. Najistotniejsze jest to, że są przepyszne! Wilgotne, mocno owocowe, odpowiednio słodkie. O tym, że będą świetne wiedziałam już nakładając surowe ciasto do foremek. Rety, jak to pachniało!

Składniki na 12 sztuk:
  • 125g masła
  • 160g cukru pudru
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego albo cukru waniliowego
  • 3 średnie dojrzałe banany
  • 2 średnie jajka
  • 3 łyżki kwaśnej śmietany
  • 1 łyżeczka sody
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 300g mąki pszennej
  • słoik konfitury owocowej (u mnie jagodowa i morelowa)
  • płatki migdałowe
Masło rozpuszczam w rondelku, studzę. Gdy już nie jest gorące, dodaję do niego cukier, aromat waniliowy i obrane banany. Całość mieszam zgniatając banany widelcem. Nie trzeba być bardzo dokładnym, bo banany i tak się rozpadną podczas pieczenia.
Do tej masy wlewam śmietanę oraz jajka. Całość mieszam. Teraz składniki sypkie: soda, proszek i mąkę. Znowu wszystko łączę mieszając. Tym samym baza ciasta już jest gotowa. Wg Moich Wypieków powinnam dodać garść suszonych wiśni i nieco posiekanej białej czekolady, ale że żadnego z tych składników nie miałam, to zostawiłam masę taką, jak jest.
Nakładam łyżką do foremek wypełnionych papilotkami do wysokości 2/3. Na środek nakładam łyżeczkę konfitury owocowej, a na sam wierzch kilka płatków migdałowych.
Formę wkładam do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni na 20 minut. Jeśli tak jak ja użyjesz konfitury czyli składnika "mokrego", 20 minut to minimum, żeby nie było zakalca. Warto przed wyjęciem sprawdzić muffinki wykałaczką albo opukać jedną od spodu sprawdzając odgłos. Musi być podobny do tego, gdy opukujemy słoik, który wcześniej już był otwarty.

niedziela, 5 lutego 2012

Red pancakes czyli naleśniki na Walentynki

Dziś mnie naszło na słodkości, co w ciąży czasem mi się zdarza. Poza tym, chciałam udobruchać męża, któremu dziś oberwało się również z powodu mojego stanu. Te hormony kiedyś mnie dobiją... Szczęśliwie, misja zakończona sukcesem ;)


Składniki na 10 sztuk:
  • 250g mąki pszennej
  • 250 ml mleka
  • 3 łyżki cukru
  • 2 średnie jajka
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 czubata łyżeczka cukru waniliowego
  • 3 krople czerwonego barwnika spożywczego
  • 50g masła
  • spora szczypta soli 
Do dekoracji:
  • syrop klonowy albo sos czekoladowy

Masło rozpuszczam w mikrofalówce i odstawiam do wystygnięcia. Jajka z solą ubijam mikserem albo trzepaczką, aż pojawi się pianka. Dodaję pozostałe składniki (mleko, mąkę, proszek, cukier biały, cukier waniliowy i barwnik) i dokładnie mieszam. Na samym końcu dolewam przestudzone masło i znowu mieszam dokładnie. Ciasto musi być dość gęste. Niczym rozpuszczone lody ;)
Smażę na patelni teflonowej małe naleśniki o średnicy ok. 12cm na średnim ogniu pilnując, żeby się nie przypaliły, ale żeby też upiekły się w środku. Do smażenia nie używam już tłuszczu.
Podaję obficie polane syropem klonowym albo sosem czekoladowym

sobota, 4 lutego 2012

Domowe hamburgery z indyka

Postanowiłam weekendowo (bo ostatnio tylko tak mnie w kuchni widać) zaszaleć. Jednak po trzydziestce szaleć też trzeba umieć, żeby się nie roztyć. Więc zachowując umiar i resztki rozsądku stworzyłam hamburgery z chudego mięsa indyczego, do tego smażone na niewielkiej ilości tłuszczu. Najbardziej tuczy bułka. Niestety, pszennej puchatej bułeczki nie da się zastąpić niczym innym. Nieskromnie powiem, że wyszły wyborne. Odpowiednio pikantne i aromatyczne.

Składniki na 15 sztuk kotletów:
  • 1 kg mięsa mielonego z indyka
  • 3 łyżki bułki tartej
  • 1 spora łyżeczka ostrej musztardy
  • pół łyżeczki mielonej papryczki piri piri
  • sól, pieprz
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 jajko
Dodatkowo:
Bułki pszenne do hamburgerów, warzywa (pomidory, cebula, ogórki konserwowe, sałata lodowa etc. - co kto lubi), ser żółty, musztarda, ketchup i majonez

Mięso dokładnie z pozostałymi składnikami i odstawiam na kilka godzin do lodówki.
Po tym czasie wyciągam z lodówki i formuję cienkie kotlety na desce do krojenia. Kotlety muszą być większe i cieńsze niż chcemy je mieć w wersji finalnej, bo podczas smażenia mięso nieco spuchnie od jajka i skurczy się, po odparowaniu wody.
Podsypuję delikatnie bułką tartą, to wtedy łatwiej je kształtować. Łopatką przekładam na rozgrzaną patelnię grillową albo teflonową z niewielką ilością tłuszczu. Smażę na średnim ogniu do mocnego przyrumienienia z obu stron. Wykładam na talerz z ręcznikami papierowymi, żeby odsączyć nadmiar tłuszczu.
Każdą z bułek przekrawam na pół i układam na suchej patelni środkiem do dołu. Podgrzewam tak długo, aż się przyrumienią.
Spód bułki smaruję musztardą albo majonezem, przykrywam kotletem i plastrem sera żółtego, a całość podgrzewam minutę w mikrofali, żeby ser się rozpuścił.
Na to wykładam warzywa, ketchup i przykrywam górną częścią bułki.
Serwuję jako samodzielne danie albo z pieczonymi frytkami.