niedziela, 31 marca 2013

Tarta szpinakowa na cieście francuskim

Przygód z ciastem francuskim ciąg dalszy. Tym razem padło na szpinak w mojej ukochanej wersji czyli farsz o delikatnej konsystencji dzięki dodaniu sera typu feta.
Porcja idealna dla dwojga, ale może również zaspokoić głód trojga-czworga, jeśli potraktujemy ją jako dodatek do mięsa. Tak było u nas - do tarty zaserwowałam polędwiczki w sosie śliwkowym z winem. Połączenie dość oryginalne, wynikające z tzn "co się na winie", ale było smacznie. Zaskakująco przyjemnie. Słony smak tarty zrównoważyła słodycz mięsa.

Składniki na farsz:
  • 1 opakowanie mrożonego szpinaku
  • 1 opakowanie sera feta Mlekovity (to dużo, więc jeśli ktoś nie lubi słonego smaku, to polecam dać mniej)
  • 2 małe cebule
  • 3 spore ząbki czosnku
  • sól, pieprz, płaska łyżeczka naturalnej vegety
  • oliwa do zmażenia
Dodatkowo:
  • 1 opakowanie gotowego ciasta francuskiego
  Cebulę i czosnek obieram i drobno siekam. Podsmażam na patelni aż się zeszklą. Dodaję szpinak i zalewam odrobiną wody. Duszę, aż szpinak odparuje nadmiar wody. Dodaję ser i gotuję dalej, aż się rozpuści, a całość ładnie połączy. Przyprawiam do smaku.
 Odstawiam całość do kompletnego wystudzenia, żeby masa nieco się zestaliła.
Piekarnik nagrzewam do temperatury 190 stopni C. Wykładam ciastem okrągłą tortownicę. Nadmiar ciasta odcinam i tnę na małe paseczki. Ciasto wkładam do pieca na 15 minut. Gdy już się podpiecze, wyciągam, przykrywam masą szpinakową, a na wierzch wykładam paseczki z pozostałego ciasta. Całość wkładam do piekarnika na kolejne 15-20 minut, aż ciasto ładnie się przyrumieni.
Serwuję lekko przestudzone. W przeciwnym razie ciężko wyjąć kawałki z formy.



niedziela, 17 marca 2013

Tarta na cieście francuskim

Obiecałam sobie, że spróbuję gotowego ciasta francuskiego. Kupiłam zatem rolkę z Lidla i już wiem, że jest dobre, ale na tartę się nie nadaje, bo jest za cienkie. Wolę grube, droższe mrożone.
W każdym razie, z pozdrowieniami dla kari - opisuję :)

Składniki na okragłą blaszkę:
  • rolka ciasta francuskiego
  • pół papryki czerwonej
  • pół papryki zielonej
  • 1 duża cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • opakowanie boczku w plastrach
  • 5 dużych pieczarek
  • sól, pieprz, zioła dalmatyńskie

Boczek tnę nozyczkami, podsmażam na patelni bez tłuszczu, dodaję pociętą cebulę i posiekany czosnek. Smażę 5 minut.
W tym czasie kroję paprykę na wąskie paski, wrzucam na patelnię i podsmażam dalej.
Pieczarki obieram, kroję na plastry i dorzucam do farszu. Dodaję przyprawy, smażę na wolnym ogniu delikatnie mieszając do czasu, aż farsz delikatnie się przyrumieni, a papryka zmięknie.

W międzyczasie rozgrzewam piekarnik do 190 stopni. Formę wysmarowuję masłem, wykładam ciastem. Cała blaszka musi być nim wyłożona, więc nadmiar odcinam od prostokąta i nim uzupełniam boczki.
Ciasto nakłuwam.
Wstawiam ciasto na 15 minut do nagrzanego piekarnika. Po tym czasie wyjmuję i wykładam na nie farsz. Piekę dalej, aż boczki się przyrumienią a farsz zbrązowieje. Około 30minut (choć tu nie jestem pewna, bo czas tak szybko mi minął, że aż go nie kontrolowałam).
Serwuję ciepłe lub przestudzone.
Myślę, że farsz można przed dodaniem na ciasto również wymieszać z roztrzepanym jajkiem i wtedy otrzymamy coś a'la quiche.

niedziela, 13 stycznia 2013

Szarlotka tatrzańska

Upiekłam szarlotkę czyli poszukiwania przepisu idealnego trwają. Ten już mi pasuje pod względem ilości oraz formy podania jabłek jak i proporcji. Wolę zdecydowanie jabłka z ciastem niż ciasto z jabłkami. Kto też tak ma, to dla niego idealne zestawienie :) Przepis pochodzi z Moje Wypieki, ale zmieniłam kilka składników, by uczynić je jadalnym dla moich dzieci, skazowców.

Składniki na ciasto:
  • 500 g mąki krupczatki
  • 250g margaryny bezmlecznej
  • 1/2 szklanki cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 jajka

Składniki na nadzienie:
  • 2kg jabłek najlepiej renety, ale wzięłam, co miałam czyli cortlandy
  • cynamon do smaku albo przyprawa do szarlotki
  • cukier do smaku - u mnie trzcinowy
  • bułka tarta do podsypania (kilka łyżek)

 Wymieszałam łyżką wszystkie składniki na spód. Dokończyłam już ręką, ale starałam się robić to szybko, żeby ciasto się nie ogrzało. Wyłożyłam formę mata do pieczenia (używam zamiast papieru i smarowania tłuszczem), na niej rozprowadziłam 2/3 ciasta, po czym włożyłam wszystko do lodówki na godzinę. Ta pozostała część będzie do starcia na wierzch ciasta.
Jabłka umyłam, obrałam, podzieliłam na ćwiartki, pozbawiłam gniazd nasiennych i starłam na cienkie plasterki. Zasypałam cynamonem i cukrem.
Po godzinie schłodzone ciasto wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i podpiekam ok. 15 minut. Po wyjęciu obsypuję wierzch obficie bułką tartą (która ma za zadanie wchłonąć wilgoć z jabłek), po czym przekładam na nie masę jabłkową, a na samą górę daję pozostałą część ciasta.
Ciasto znów wędruje do piekarnika na około godzinę.

Smacznego :)

wtorek, 9 października 2012

Krem z pora i brokułów

Na zielono, a co! Jesień za oknem, ale nie dam się odcieniom brązu. Zatem zupa krem z samych zieloności!


Składniki na spory gar:
  • 4 białe części pora
  • 2 spore korzenie pietruszki
  • 1 duży brokuł
  • 2 łyżki kaszy manny do zagęszczenia zupy
  • sól, pieprz, naturalna wegeta, ulubione zioła ( u mnie tymianek)

Pora myję i kroję na krążki. Podsmażam na oliwie, aż będzie złocisty. Pietruszkę obieram, myję i wrzucam do garnka z gotującą się wodą. gotuję na półmiękko. dorzucam umytego brokuła podzielonego na osobne różyczki. Dorzucam pora i gotuję całość do miękkości. Miksuję, doprawiam i zagęszczam kaszą manną. Dogotowuję tyle, by kasza była ugotowana. Serwuję z grzankami albo groszkiem ptysiowym.

wtorek, 4 września 2012

Faszerowane papryki czyli WRACAM!

Ufff, ale mnie nie było! No ale jestem, jestem. Kończę właśnie tortury zwane karmieniem piersią (choć tak naprawdę serce mi płacze, bo podświadomie cierpię zostawiając synka bez mleczka, mamusi i całego tego macierzyństwa 24/7 wracając do pracy). Zaczynam gotować!
Dziś jeszcze w miarę dietetycznie jak na resztki karmienia naturalnego, więc bez pomidorów. Mąż zażyczył sobie papryczki faszerowane, bo widział plakat w sklepie. Hmmm, raz takie jadłam. Ani razu mi nie smakowało ;P Ale pora spróbować samemu. Już wiem, że następnym razem dodam sporo ziół.

Składniki:
  • 6 papryk czerwonych, średniej wielkości, dobrze stojących w pionie.
  • 600g mięsa mielonego
  • 250g pieczarek
  • 2 spore cebule
  • 1 średnia żółta papryka
  • dwie garści mrożonej włoszczyzny (innej nie miałam wieczorową porą)
  • 1 jajko
  • 3 łyżki kaszy manny
  • 3 łyżki bułki tartej
  • przyprawa do burritos
  • pieprz, sól

Papryki czerwone myję, odcinam górę tworząc "garnek z pokrywką", który potem napełnię farszem.
Cebulę obieram, drobno siekam i podsmażam na patelni. Paprykę żółtą myję, kroję w drobną kostkę i dorzucam razem z włoszczyzną do cebuli. Na koniec dodaję pieczarki pokrojone w drobną kostkę. Całość duszę ok. 5-10 minut z odrobiną wody.
Mięso przekładam do miski, Dodaję przestudzone warzywa z patelni. Mieszam. Dodaję jajko. Znów mieszam ręką. Dosypuję stopniowo kaszę i bułkę tartą sprawdzając gęstość masy. Musi być dość elastyczna i niezbyt zbita. Doprawiam do smaku. Tak przygotowanym farszem nadziewam papryki "z górka" i dociskam wieczkiem paprykowym (jak na zdjęciu).
Wkładam do piekarnika włączonego na 180 stopni na godzinę.

czwartek, 14 czerwca 2012

Cukinie zapiekane czyli kibicujemy Naszym ;)

Zgodnie z moją nową dewizą, że jedzenie ma uszczęśliwiać i uzdrawiać, postanowiłam zaserwować kibicom polskiej reprezentacji danie kojące nerwy, a nie podrażniające żołądków. Jako młoda mama, chwilowo uziemiona, skorzystałam z tego, co znalazłam w lodówce. Cukinie? Mięso mielone? Młoda włoszczyzna? Nie ma sprawy, da się coś wyczarować. Niestety, ze względu na alergie dzieci nie użyłam pomidorów ani sera żółtego (nim posypałam tylko sztuki dla panów). W planach miało zostać nieco na później. W rzeczywistości, wszystkie zniknęły od razu.

Składniki na 6 sztuk:
  • 3 niewielkie cukinie
  • 500g mięsa mielonego (dziś z łopatki wieprzowej)
  • 1 średnia cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 młode marchewki
  • 1 młoda pietruszka
  • 1 zielona papryka
  • nieco sera żółtego
  • oliwa
  • sól, pieprz, słodka papryka
  • oregano świeże i suszone
  • vegeta naturalna
Cebulę i czosnek obieram, kroję i delikatnie podsmażam na patelni z odrobiną oliwy. Dodaję mięso i podsmażam do zrumienienia. Paprykę, marchew i pietruszkę  myję, kroję w drobną kostkę i dodaję do farszu. Przyprawiam do smaku.
Cukinie myję i przekrawam wzdłuż. Łyżką delikatnie wydrążam miąższ ze środka starając się, by nie uszkodzić skórki. Miąższ kroję w kostkę i dodaję do gotującego się farszu, który gotuję, aż cukinia zmięknie.
Łódki z cukinii nadziewam farszem (którego wyjdzie więcej niż potrzeba i będzie idealny następnego dnia z makaronem i sosem pomidorowym), układam na blasze, posypuję tartym serem i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni z termoobiegiem. Ustawiam na środkowym poziomie i zapiekam 40-50 minut. Czas pieczenia zależy od wielkości cukinii. Mniejsze po 40 minutach już będą miękkie. Większe mogą nadal być chrupiące.

Podałam z pieczonymi frytkami.

Szaszłyki z pieca czyli bez tłuszczu

Kolejny przepis z serii "co karmiąca mama alergika jeść może" oraz "co może jeść mąż, który chce schudnąć". Ostatnio postanowiłam się z takiej kuchni specjalizować, by udowodnić sobie i innym, że MOŻNA jeść zdrowo i smacznie. W DD TVN widziałam B. Pawlikowską, która opowiadała o jedzeniu i gotowaniu. Szczerze, to nie słuchałam dokładnie przez kanon płaczu głodnych dzieci, ale jedno zdanie zapadło mi w pamięć. Otóż, ponoć dobre jedzenie to takie, po którym jesteśmy szczęśliwi. I tym będę się teraz kierować. Koniec z żarciem, które ciągnie żołądek do ziemi. Niestety, im bliżej ziemi, tym bliżej piachu...
Zaznaczam, że jest to przepis prosty jak budowa cepa. Co śmieszniejsze, szaszłyki zrobiłam pierwszy raz w życiu. Jak to potrzeba matką wynalazków.

Składniki na 7 sztuk:
  • spora podwójna pierś z kurczaka
  • 1 papryka czerwona
  • 1 papryka żółta
  • 2 małe cebule
  • przyprawa do gyrosa
  • sól, pieprz

  • patyczki do szaszłyków

Mięso myję, oczyszczam, kroję w kostkę wielkości około 2cm. Obsypuję sowicie przyprawami i odstawiam do lodówki na co najmniej dwie godziny.
Po czasie marynowania mięso wyciągam z lodówki. Papryki myję, oczyszczam i również kroję w kostkę. Cebulę obieram i kroję w talarki grubości 3-4 mm.
Wszystkie składniki kolejno nadziewam na patyki. Proporcje wg własnego uznania. Solę warzywa.
Piekarnik nagrzewam do temperatury 180 stopni. Gotowe szaszłyki układam na kratce, pod którą podstawiam blachę, bo tłuszcz będzie się wytapiał.
Całość piekę około 30 minut, gdzie ostatnie 10 minut szaszłyki piekę z termoobiegiem. Gotowe są, gdy brzegi są opieczone na mocno brązowy kolor.
Pyszne z pieczonymi ziemniakami i sosem tzatziki, którego niestety nie jadłam, ale wierzę mężowi na słowo ;)

sobota, 26 maja 2012

Jabłkowa owsianka czyli śniadanie dla mam

Kolejna propozycja dla mam karmiących, łącznie z tymi, które unikają nabiału i jaj. Jest to śniadanie, które ma wiele zalet. Po pierwsze, daje energię, która pomaga dotrwać do południa, co jest ważne, gdy malec bądź malcy nie dają nawet usiąść. Po drugie, składniki w nim zawarte świetnie wpływają na metabolizm i oczyszczanie organizmu, więc żegnajcie zaparcia. U nas w domu co drugi dzień serwuję coś takiego sobie, mężowi, a w pokarmie - synkowi. Tylko Ula gardzi... a nawet nie spróbowała, żmijka jedna ;)
Składniki można komponować dowolnie. W zależności od dnia daję wiórki kokosowe,  płatki ryżowe, kaszę mannę. Z owoców wrzucam banana, tyle że on ma działanie spowalniające metabolizm. Tak samo jagody. Warto o tym pamiętać ;) Dla mam karmiących niewskazane również cytrusy i orzechy, więc uwaga na musli, jakie wybieramy!


Składniki na dwie porcje:
  • starte jabłko
  • mały kartonik soku jabłkowego (200ml)
  • 3 pokrojone śliwki suszone kalifornijskie
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 2 łyżeczki cukru
  • garść suszonej żurawiny
  • 4 łyżki płatków owsianych
  • 1 łyżka zarodków pszennych
  • 2 łyżki otrębów żytnich
  • 2 łyżki musli
  • kilka kropli soku z cytryny (opcjonalnie)
Jabłko z sokiem zagotowuję w rondlu. gotuję 3 minuty. Dodaję pozostałe składniki i gotuję kolejne 5 minut ciągle mieszając, bo całość ma tendencje do przywierania. Wedle upodobań robię gęściejsze dosypując płatków albo rzadsze dolewając wody/soku.

czwartek, 24 maja 2012

Deser rabarbarowy

Tęsknił ktoś?
No, to wracam. W nieco okrojonej, zarobionej i dietetycznej formie, ale zawsze. 
Dieta nie do końca odchudzająca a raczej eliminacyjna, polegająca na unikaniu produktów, które mogą zaszkodzić Leonardowi czyli bez jaj, mleka w jakiejkolwiek postaci oraz innych zakazanych rzeczy, gdy karmi się malucha.
Dziś zatem deser z rabarbaru. Przepis autorstwa mojej Mamy. Zresztą, ona po pół roku wymyślania dań dla wnusi-alergiczki, jest bankiem idealnych pomysłów na pyszności.


Składniki (na 4 porcje):
  • ok. 10 łodyg rabarbaru
  • 150-200g drobnego cukru (w zależności od kwaśności rabarbaru należy dosładzać do smaku)
  • 1 opakowanie cukru waniliowego albo 2 łyżki cukru domowej produkcji
  • 1,5 opakowania galaretki truskawkowej








Rabarbar myję, obieram, kroję na kawałki. Wszystkie składniki (prócz galaretki) wstawiam w rondlu, doprowadzam do wrzenia, zmniejszam ogień i gotuję, aż rabarbar kompletnie się rozpadnie. Sprawdzam, ile masy mi powstało. Powinno być około 750ml. W razie potrzeby - redukuję płyn poprzez dalsze gotowanie albo dolewam wody, jeśli masy jest za mało. Dodaję galaretkę i wszystko ponownie doprowadzam do wrzenia. Przelewam do salaterek i odstawiam do schłodzenia. Serwuję z lodami (dla mnie sorbetowe)

czwartek, 3 maja 2012

Bliny drożdżowe

Niech nam żyje Święto Trzeciego Maja! Z okazji wolnego poranka w gronie rodzinnym postanowiłam uraczyć męża mego jedynego plackami, które skutecznie Go zasłodzą.
Przepis jest szybki w wykonaniu szczególnie jeśli do dyspozycji ma się drożdże instant, gdy można zrezygnować z czasu potrzebnego na rośnięcie ciasta. Po 10 minutach stania w ciepłym miejscu ciasto urośnie na tyle, że można zacząć smażyć. Przepis pochodzi ze strony gotujmy.pl
Składniki na 12 sporych placków:
  • 3 szklanki mąki (u mnie 2 x mąka pełnoziarnista i 1x mąka pszenna do naleśników)
  • 3 jaja
  • 2 szklanki mleka
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 3 łyżki cukru
  • 25g suchych drożdży (małe opakowanie)

Mleko podgrzewam lekko w garnku. W tym czasie do miski wsypuję wszystkie sypkie składniki. Dodaję ciepłe mleko i dokładnie mieszam. Dodaję jajka, znów dokładnie mieszam, aż uzyskam gładką konsystencję (dobrze, jeśli pojawią się pęcherzyki powietrza) i całość odstawiam na 10 minut w ciepłe miejsce.
Dużą patelnię rozgrzewam z odrobiną oleju i smażę placki o grubości ok. 5mm i średnicy 10 cm. Smażę na średnim ogniu z obu stron. Podaję na słodko - z dżemem, konfiturami, jogurtem owocami albo słodką śmietaną. Ale najlepsze są w sezonie letnim z musem ze świeżych truskawek...

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Krem cantuccini z likierem kawowym

Moim życiem rządzą przypadki i o ile w życiu osobistym staram się z nimi walczyć wybierając drogę rozumu ponad wszystko, o tyle w kuchni pozwalam sobie na szaleństwo i magię. Tak było i tym razem. W Wielki Czwartek mąż wrócił z pracy z książką pod pachą o jakże idealnym tytule "Dla łasuchów". Skąd On wiedział, że jedyne, co mogę ostatnio jeść w dowolnych ilościach to mięso wołowe i słodkości? (swoją drogą, definitywnie hoduję w brzuchu faceta. Już mi innych dowodów nie trzeba. Przy córce wolałam warzywa i kwaśne soczki i teraz Ulcia przedkłada dobry obiad nad deser niczym jej matka).
W każdym razie, przystąpiłam do oglądania i mam! Strona 51 i olśnienie. TO zaserwuję gościom w Lany Poniedziałek! Ryzyko niepowodzenia wliczyłam w cenę. Nowa książka, nowy przepis, za to goście "starzy", więc może wybaczą, jeśli poniosę porażkę. 
Rzecz jasna, nie byłabym sobą, gdybym nie pozmieniała. Po pierwsze, jako miłośniczka miodu inaczej, niemal w całości z niego zrezygnowałam i zamiast sześciu łyżek dałam... jedną łyżeczkę. Brakującą słodycz zastąpiłam drobnym cukrem.
Po drugie, dodałam serek waniliowy homogenizowany dla zwiększenia objętości.
Po trzecie, zimą trudno o świeże maliny, więc użyłam mrożonych.
Polecam z czystym sercem. Całe dziewięć porcji zjedzone przez gości do dna!

Składniki (8-12 porcji - u mnie takich, jak na zdjęciu wyszło 9 pucharków):
  • 500g mascarpone
  • 400g chudego twarogu do deserów
  • 180g serka waniliowego homogenizowanego
  • 6 łyżek miodu (u mnie jedna łyżeczka, resztę zastąpiłam cukrem - 80g)
  • 200ml gęstej śmietany 18%
  • 1,5 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 200ml mocnej kawy najlepiej espresso
  • 50g cukru (do sporządzenia syropu)
  • 2 łyżki likieru czekoladowego
  • 20 ciasteczek cantuccini
  • maliny do dekoracji
Masa serowa.
Mascarpone, twaróg i serek ucieram na gładką masę z miodem, cukrem, śmietaną i cynamonem.

Syrop kawowy.
W garnku zagotowuję kawę z cukrem i  likierem. Następnie odparowuję nadmiar wody na małym ogniu tak długo, aż płyn nabierze konsystencji syropu. Studzę do uzyskania lepkiej i ciągnącej konsystencji.

Ciasteczka wkładam do torebki foliowej z mocnego plastiku i zgniatam tłuczkiem, aż będą pokruszone na małe kawałki. Nie chcę, by były miazgą, więc użycie blendera odpada!
Wysokie szklanki napełniam na zmianę warswami kremu, syropu i ciastek. Ostatnia warstwa to maliny. Mrożone wsypałam do rondelka, zalałam syropem malinowo-cytrynowym (taki, który wlewa się do herbaty albo robi z niego sok). Całość podgrzewałam 3 minuty na ogniu po czym rozłożyłam maliny do pucharków. Nie zdążyły się rozmrozić, więc się nie rozpadły, a chwilowa obróbka termiczna pomogła im dojść do stanu niemal jak nówki.

Pucharki wstawiłam do lodówki i zaserwowałam gościom 3 godziny później.

Tarta z kremem migdałowym i owocami

Święta, święta, święta więc pora ugościć rodzinę czymś wyjątkowym. Jak zawsze otworzyłam moją ulubioną książkę z tartami i plackami (widoczną na zdjęciu) i wybrałam kolejny z przepisów. W końcu obiecałam sobie, że kiedyś popełnię je wszystkie! 
Tym razem prezentuję tartę z kremem migdałowym, do którego dodałam nieco prażonych niesolonych orzeszków ziemnych. W oryginale orzeszków nie było, a z owoców były tylko świeże maliny. Jednak zimą trzeba być elastycznym i korzystać z dobrodziejstw... mrożonek.

Składniki (spód):

  • 300 g mąki pszennej
  • szczypta soli
  • 50 g cukru pudru
  • 200 g masła
  • 1 jajko
Składniki (krem):
  • 1/2 szklanki (100g) drobnego cukru
  • 1/3 kostki (90g) miękkiego masła
  • 1/3 szklanki (50g) mąki pszennej
  • szklanka (150g) mielonych/startych migdałów (u mnie wymieszane z orzechami ziemnymi w proporcji 5:1)
  • 2 duże jajka
  • 1/2 łyżeczki esencji waniliowej
  • szklanka mrożonych owoców
Najpierw spód. Do przesianej mąki dodaję sól i cukier puder. Następnie wrzucam zimne masło pokrojone na DROBNE kawałki i rozcieram palcami na małe grudki. Ważne, by używać samych opuszków i nie ogrzać masy za bardzo. Dodaję jajko, zagniatam delikatnie ciasto. Masa nie musi być gładka.
Owijam folią i wkładam do lodówki przynajmniej na godzinę. A jak się spieszę to na 15 minut do zamrażalnika.
Piekarnik nagrzewam do 200 stopni.
Schłodzone ciasto rozwałkowuję umieszczając je między dwoma kawałkami folii spożywczej. Nie przykleja się wtedy do wałka :) Wykładam ciastem okrągłą, nasmarowaną masłem, formę, nakłuwam ciasto widelcem. Ciasto wykładam papierem do pieczenia i przygniatam fasolą, żeby się nie podniosło. Można też wyłożyć je folią aluminiową i w połowie pieczenia ja zdjąć. Ciasto wkładam do piekarnika. Piekę w 200 stopniach przez 5 minut, po czym zmniejszam temperaturę do 190 stopni i piekę dalsze 10-15 minut. Czasem może wyjść dłużej. Istotne, by ciasto już było  blado upieczone.
Wyciągam do ostudzenia i biorę się za krem.
Nadzienie. Piekarnik nagrzewam do 180 stopni. Ucieram malakserem bądź ręcznie wszystkie składniki prócz owoców na gładką masę (no taka gładka to ona nie będzie, bo migdały są w maleńkich kawałkach, ale ważne, by składniki ładnie się połączyły). Przekładam łyżką krem na ostudzony spód, wierzch wyrównuję łyżką lub szpatułką. Na masie rozsypuję owoce i lekko je wciskam w krem. Formę wstawiam do piekarnika i piekę przez kolejne 50-60 minut. Masa powinna się ściąć, sok z owoców odparować, a brzegi ciasta być przyrumienione.
Ciasto studzę i posypuję cukrem pudrem.

sobota, 7 kwietnia 2012

Grzechu pełne naleśniki czekoladowe

Pełne grzechu, bo kto to widział tak sobie dogadzać w Wielką Sobotę? Na usprawiedliwienie dodam, że jest już późno i w zasadzie można uznać Święta za rozpoczęte. A że ostatnimi czasy za słodkie oddałabym wszystko, to nie mogłam się oprzeć.
Świetne ukojenie nerwów po gorączce przedświątecznych szaleństw zakupowych i porządkowych. A odrobina alkoholu dla smaku niezauważalnie rozluźnia tych, co go spożywają w tych przyjemnych okolicznościach...

Składniki na ok. 12 małych sztuk:

  • 0,5 litra mleka
  • 1 średnie jajko
  • mąka pszenna (tradycyjnie na oko, ale prawie szklanka to ilość wyjściowa)
  • szczypta soli
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżeczki cukru pudru
  • olej do smażenia
Dodatki:
  • serek homogenizowany o smaku waniliowym
  • nieco syropu klonowego
  • niewielka ilość likieru czekoladowego lub sosu czekoladowego do lodów
  • 2 banany
  • konfitura wiśniowa (dla miłośników owoców)

Rozbijam jajko, dodaję sól i ubijam na najwyższych obrotach miksera do uzyskania jasnej puszystej pianki. Stopniowo wlewam mleko wciąż ubijając. Dodaję cukier i kakao. Następnie mąka. Pół szklanki na start na pewno. Ubijam dalej i dosypuje, jeśli potrzeba. Ciasto musi być lejące i bardzo puszyste - niczym pełne maleńkich bąbelków powietrza. Najlepszy jest test łyżeczki - zanurz łyżeczkę i wyciągnij. Nadmiar ciasta musi swobodnie spłynąć tak, żeby łyżeczka była oblepiona jedynie cieniutką warstwą ale po całości.
Smażę na rumiano z obu stron na niewielkiej ilości oleju. Jeśli pierwszy naleśnik wyjdzie za gruby - dolewam mleka. Dziurki powinny pojawić się zaraz po wlaniu na patelnię.

Tyle teorii. Dziś nie zrobiłam naleśników z dziurkami, żeby nie obudzić córki. Wszystko zatem mieszałam ubijaczką, a to już nie to samo co mikser, niestety.


Gotowe naleśniki składam na pół. Do środka pakuję nieco konfitury wiśniowej lub innej kwaskowej, specjalnie dla mojego męża, który za wersją jedynie czekoladową nie przepada. To ten typ, co woli lody owocowe od orzechowych czy czekoladowych.
Na naleśniki wykładam kilka łyżek serka, obok plasterki banana (można też dać wszystko do środka zamiast konfitury). Likier i syrop klonowy mieszam wedle uznania i traktuję jako ożywiający sos do polania naleśników. W wersji dla dzieci i ciężarnych polecam sos czekoladowy do lodów. Może nie będzie tej mocy i ostrości smaku, ale procenty muszą czasem poczekać.

Nowa kuchnia - nowa szata

Czas zmian nadchodzi.
Nowa kuchnia po remoncie, nowa szata na blogu. Ogólnie idzie NOWE.

A "nowe" dziecko wyląduje 11 maja.

I znowu będę na diecie. Wtedy z przyjemnością pooglądam sobie cudze przepisy i wrzuce co ciekawsze do zakładek na tzw "potem".

a oto mały skrawek nowej malinowej kuchni :) To tu teraz będę szaleć. Zaczynam już jutro :)

sobota, 31 marca 2012

Egg boats czyli zapiekanki-łódeczki

Przepis z tej strony podesłał mi mąż i zażądał przygotowania czegoś takiego teraz, zaraz, natychmiast.
No.
To dwa miesiące później w końcu zrobiłam. Nie że jestem złą żoną, ale chciałam to danie wypróbować w większej ilości niż dla naszej dwójki. Wg autora dobrze smakują również na zimno, ale ja je wolę w świeżej, chrupiącej wersji.

Składniki:
  • 5 półbagietek pszennych
  • 4 jajka
  • 1/3 szklanki śmietany
  • 1 łyżka masła
  • 100g boczku wedzonego
  • 100g wędliny a'la szynka
  • 200g pieczarek
  • 2/3 paczki sera feta
  • 2 łyżki siekanej natki pietruszki
  • 1 mała cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
Bagietki nacinam wzdłuż w kształcie litery "v". robię to tak, by nie uszkodzić dna. Wyciągam ze środka nadmiar miąższu czyli wydrążam, ale tez delikatnie tak, aby nie zrobić bagietki zbyt cienką.
Boczek kroję nożyczkami na małe kawałki. Podsmażam. Dodaję masło, posiekaną cebulę oraz posiekane pieczarki. Całość dusze do miękkości. Dorzucam pokrojoną w kostkę wędlinę i zmiażdżony czosnek.
Piekarnik nagrzewam do temperatury 180 stopni.
Jajka roztrzepuję ze śmietaną. Doprawiam natką, solą i pieprzem. Ostrożnie z solą, bo dojdzie słona feta!
Ser feta kroję w kostkę.
Masę jajeczną mieszam z pieczarkami i taką miksturę przekładam do wydrążonych łódek z bagietki. Na to wykładam kostki sera.
Bagietki układam na blasze przykrytej papierem do pieczenia i całość wstawiam do piekarnika na 20-25 minut, aż brzegi bagietki ładnie się przyrumienią.
Studzę kilka minut, kroję na mniejsze kawałki i podaję :) Można dodatkowo podać z ketchupem albo majonezem - jak kto lubi zapiekanki.

środa, 14 marca 2012

Zapiekanka mięsno-szpinakowa

Jako że mam anemię i brak sił witalnych postanowiłam wspomóc organizm żelazem. Tak powstała zapiekanka, która dla dobra mojej linii (którą kiedyś znów będę posiadać;P ) została pozbawiona tuczącego dodatku w postaci sosu beszamelowego. Dodatkowo użyłam makaronu pełnoziarnistego. Całość polecam popijać czymś kwaśnym i w żadnym razie herbatą, kawą czy mlekiem. Tylko witamina C pomaga przyswoić całe to żelastwo ;)
Zdjęcia nie ma, bo aparatu wciąż brak, a do tego aura za oknem pozbawia mnie możliwości zrobienia czegokolwiek widocznego. Za to wkleję zdjęcie Leosia. Tego, co mi całą energię wyssał. Niech mu bedzie na zdrowie ;)
  • Opakowanie makaronu np.rigatoni
  • 600g mięsa mielonego (najlepsze wieprzowo-wołowe)
  • 2 duże cebule
  • 3 duże ząbki czosnku
  • 500ml passaty z pomidorów
  • pół małego słoiczka koncentratu pomidorowego
  • Opakowanie mrożonego szpinaku
  • 2 łyżki śmietany
  • olej
  • sól, pieprz
  • suszona bazylia, suszone oregano
  • papryka słodka
  • papryka ostra
  • ser żółty do posypania wierzchu zapiekanki
  • listki świeżej bazylii do dekoracji
  • nieco tartego parmezanu do dekoracji
 Cebule obieram, drobno kroję i  podsmażam dwie równe porcje na dwóch osobnych patelniach na oliwie lub oleju. Dorzucam do jednej mięso i smażę, aż mięso się nieco przyrumieni. Do drugiej dokładam szpinak i smażę, aż będzie rozmrożony. Czosnek obieram i siekam. Połowę dodaję do mięsa, druga połowę do szpinaku. Do szpinaku dodaję dwie łyżki śmietany i całość mieszam. Doprawiam solą i pieprzem.
Zalewam patelnię z mięsem pomidorami, dodaję koncentrat, mieszam, dorzucam przyprawy i zioła do smaku. Ostrożnie z ostrą papryką!
 W osobnym garnku gotuję makaron krócej niż prosi producent, czyli tak że makaron nie jest twardy, ale nie jest ugotowany. Odcedzam.
Piekarnik nagrzewam do temperatury 180 stopni.
W naczyniu żaroodpornym najpierw wylewam nieco sosu z mięsa. Na to wykładam 1/3 makaronu. Na to połowę mięsa i znowu 1/3 makaronu. Na to masa szpinakowa i reszta makaronu. Na wierzch reszta mięsa i  ser.
Naczynie przykrywam i wstawiam do piekarnika na 20 minut. Ważne, żeby cały makaron był zanurzony i schowany, bo inaczej ten z wierzchu się nie dogotuje.

poniedziałek, 12 marca 2012

Zupa niczym z bagna wzięta czyli krem warzywny

Zacznijmy od tego, że własnie spełniają się moje marzenia o prawdziwej malinowej kuchni. Rano weszli majstrowie i już ani odrobinka nie pozostała po znienawidzonych morskich płytkach. A my z Ulą znów "na wygnaniu" w gościnie u Mamy, bez aparatu (skleroza nie boli) i jakoś musimy sobie radzić. Na dziś, jutro i pojutrze zatem zupa treściwa, smaczna i idealna na wiosnę, gdy brak witamin daje się we znaki. Mnie dopada przeziębienie... Dlatego polecam potworzastą zupę bagienną!
Kolor tej zupy pozostawia wiele do życzenia. Niestety, po zmiksowaniu wszystkich składników otrzymujemy piękne... bagno właśnie. Za to ten smak! W każdej łyżce czujesz pełnię bukietu warzyw - marchewki, pora, cebuli, czosnku i brokuła. Dodatek tymianku i gałki muszkatołowej daje przyjemny ziołowo-korzenny posmak. Najlepsza z domowymi grzankami czosnkowymi. A już kompletną rozpustą jest serwowanie jej z grzankami i tartym ostrym serem. Jednak dziś, ze względu na brak sił i czasu z gotowym groszkiem ptysiowym.

Składniki:
  • 2-3 litry bulionu (wedle upodobań co do gęstości zupy)
  • 3 średnie marchewki
  • 3 małe pietruszki
  • pół niewielkiego selera
  • 1 duży por
  • 2 małe brokuły albo 1 większy
  • 1 duża cebula
  • 2 listki laurowe
  • 2 łyżki mąki
  • kilka ziaren pieprzu i ziela angielskiego
  • nieco startej gałki muszkatołowej
  • szczypta tymianku
  • sól, pieprz, vegeta
  • 2 łyżki śmietany (opcjonalnie)
Na grzanki potrzeba:
  • kilka kromek pieczywa tostowego
  • 2 łyżki masła
  • czosnek granulowany
Podgrzewam bulion, dodaję pieprz, ziele angielskie i liście laurowe.
Wszystkie warzywa obieram i myję. Marchewkę i pietruszkę wrzucam do garnka z bulionem i gotuję na średnim ogniu. Cebulę i por siekam, podsmażam na patelni na maśle z odrobiną oleju albo oliwy. Gdy się nieco zrumienią, dodaję mąkę i całość smażę mieszając jeszcze ok. 5 minut. Przekładam zawartość patelni do garnka z zupą. Wszystko dalej gotuję.
Gdy marchewka będzie już dość miękka, dokładam brokuły i gotuję wszystko do miękkości.
Zupę zdejmuję z ognia, nieco studzę. Miksuję blenderem na najwyższych obrotach na gładko. Zaprawiam śmietaną (opcjonalnie). Przyprawiam solą, pieprzem, vegetą, tymiankiem i gałką. Jeśli zupa jest za gęsta - dolewam wody.

Teraz grzanki.
Pieczywo tostowe kroję w małą kostkę. Na rozgrzanej patelni rozpuszczam masło, do którego wrzucam chleb i całość energicznie mieszam, by grzanki równomiernie wchłonęły tłuszcz. Posypuję czosnkiem i smażę na brązowo ciągle mieszając.

niedziela, 4 marca 2012

Polędwica wieprzowa z pieczarkami na ostro

Od kiedy mam super brytfannę, szaleję z mięsami. A polędwiczki wieprzowe są wdzięcznym przedmiotem badań, gdyż naprawdę trudno je popsuć. No to się uczę. Miały być z sosem musztardowym, ale mąż wyjadł całą, a wyprawa do sklepu kompletnie nie wchodziła w grę w sobotni wieczór. I tak oto powstało coś, czym dziś z przyjemnością się delektuję. Aż sama jestem z siebie dumna, że tak prawie z niczego coś tak dobrego ;)

Składniki:
  • 2 polędwiczki wieprzowe
  • 250g pieczarek
  • 1 spora garść mrożonej żurawiny
  • pół kieliszka czerwonego wytrawnego wina
  • nieco suszonej papryki piri piri (im więcej tym goręcej)
  • 1 łyżka płatków suszonej czerwonej papryki
  • 1 spora cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżka mąki
  • 1 łyżka śmietany 18%
  •  sól, pieprz
Mięso myję i wycieram. Kroję na plastry grubości  ok. 1,2 cm, z których każdy spłaszczam nieco dłonią. Cebulę obieram, drobno kroję. To samo z czosnkiem.
Mięso wrzucam na rozgrzany olej na patelnię teflonową i smażę na złoto z obu stron. Dodaję cebulę i czosnek. Gdy cebula się zeszkli, wlewam wino, zmniejszam płomień i całość duszę, aż wino odparuje.
Pieczarki obieram i kroję w półtalarki.
Mięso przekładam do brytfanny. Dorzucam pieczarki, całość solę i duszę, aż pieczarki oddadzą sok. Zalewam nieco wodą. Przyprawiam papryką słodką, ostrą i pieprzem, dokładam mrożoną żurawinę. Przykrywam. Duszę mięso do miękkości co jakiś czas podlewając odrobiną wody.
Gdy mięso będzie już miękkie, zdejmuję brytfannę z ognia, dodaję zahartowaną śmietanę zmieszaną z wodą i mąką tak, aby zagęścić sos. Ponownie stawiam na niewielkim ogniu i duszę jeszcze 10 minut. Ostatecznie przyprawiam do smaku.

Kluski żelazne

Dzisiejszy obiad jest moim ideałem. Choć mieszkam tu od urodzenia, kluski żelazne, typowo łódzka potrawa, nigdy nie gościła dotąd na moim stole, ale od czego ma się znajomych :) Znów posiłkując się wiedzą koleżanek sięgnęłam po polecany przepis. Dzięki, Risoniu, za inspirację!
Kolor klusek sprawia, że zwane są również szarymi. Szkoda, że nie zawierają żelaza, jak nazwa głosi, bo mogłabym jako ciężarówka bezkarnie pochłaniać je garnkami :)

Składniki na 3 porcje (po 7 klusek dla każdego):
  • 800g starych ziemniaków
  • 1 duże jajko
  • ok. szklanki mąki pszennej (plus na dosypanie)
  • nieco pieprzu
Ziemniaki można zetrzeć na tarce i potem odcisnąć przez ściereczkę. Ja poszłam na łatwiznę i wrzuciłam obrane i poćwiartowane kawałki do  sokowirówki. Sok, który powstał dzięki tarciu należy odstawić, aby skrobia opadła na dno miski. gdy już tak się stanie, odlewam cały płyn a to, co zostanie na dnie (gruba skorupa białej mąki ziemniaczanej) przekładam do wiórów.
Wióry ziemniaczane przekładam do miski. dodaję wcześniej wspomnianą skrobię z dna i wszystko mieszam. Dodaję jajko i pieprz oraz połowę mąki. Mieszam dokładnie sprawdzając konsystencję ciasta i dosypując stopniowo mąkę. Ciasto musi być dość zwarte. Gęściejsze od ciasta na placki, ale dość rzadkie, by nie dało się go formować w dłoni.
W dużym garnku gotuję wodę z solą.
Biorę do ręki dwie łyżki. Jedną z nich maczam we wrzątku i nią nabieram porcję ciasta. Drugą łyżką pomagam sobie przy obracaniu ciasta tak, by uformować z niego kluskę. Tak sformowaną wkładam do gotującej się wody. Ciasto jest dobre, jeśli kluska się nie rozpada tylko spokojnie wypływa na wierzch.
Jeśli się rozpadnie, to znak, że należy dodać jeszcze nieco mąki.
Tak sprawdzone ciasto znaną już metodą łyżkową przerabiam na kluski, które gotuję od wypłynięcia przez około 5-7 minut.
Wyławiam je łyżką cedzakową wprost na talerze.
Podaję z dobrym mięsem pieczeniowym z dużą ilością sosu albo ze skwarkami. Ogórek kiszony mile widziany :)

piątek, 2 marca 2012

Makaron z łososiem i koperkiem w sosie śmietanowym

Nie wiem, naprawdę jak to się stało, że nie umieściłam na blogu mojego ulubionego makaronu z łososiem. Strata tym większa, że jest to danie szybkie jak błyskawica, które zaczynam od wstawienia wody na makaron i zanim ugotuję go al dente, sos już czeka gotowy. Polecam wszystkim zapracowanym. Szczególnie w czas wiosenno-postny.

Składniki na 4 porcje:
  • paczka makaronu tylu wstążki
  • 300g wędzonego łososia
  • 1 spora cebula
  • pęczek koperku
  • 2 łyżki śmietany 18%
  • 1 łyżka mąki
  • pieprz

Wstawiam gar osolonej wody na makaron. Gotuję wg przepisu na opakowaniu.
Cebulę obieram, kroję w kostkę. Łososia kroję na mniejsze kawałki, ale nie przykładam się za bardzo, bo i tak rozpadnie się podczas smażenia.
Podsmażam cebulę na odrobinie oleju, aż się delikatnie przyrumieni. Dodaję do niej łososia i całość smażę jeszcze ok. 2-3 minut. Zmniejszam ogień pod patelnią. Robię na niej nieco miejsca, gdzie wlewam dwie łyżki śmietany. Póki co, nie mieszam składników! Śmietanę podsmażam ok 3 minut i dopiero wszystko łączę. Tak samo postępuję z mąką. Po wymieszaniu wlewam do sosu pół szklanki wody z gotowania makaronu (kradnę z garnka ;) ). W miarę potrzeby jeszcze dolewam, aż uzyskam pożądaną konsystencję.
Koperek myję i siekam. Dodaję do sosu na samym końcu. Doprawiam całość pieprzem.
Makaron odcedzam odlewając uprzednio nieco wody z garnka do filiżanki. Łączę go z sosem i jeśli całość jest za gęsta, wlewam wodę z gotowania.

Gotowe :)